czwartek, 26 października 2017

Twoje życie stanie się lepsze, kiedy Ty staniesz się lepszy.


W poprzednim poście pisałam o tym, że warto pokochać w sobie to czego się nie da zmienić. Ja tak zrobiłam i dzięki temu moje życie całkowicie się zmieniło. Oczywiście nie mogę pominąć tu faktu, że kilka lat temu odbyłam psychoterapię i do niej zachęcam każdą osobę podejrzewającą u siebie zaburzenie emocjonalne. Od terapii należy zacząć a dalej można posiłkować się tym co tutaj publikuję.



Często porównuję siebie z osobą, którą kiedyś byłam i nie mogę wyjść z podziwu swoich osiągnięć. Wiem jak to brzmi.. dość narcystycznie.. ale taki jest mój obraz siebie w chwili obecnej i nic na to nie poradzę - nic nie zamierzam zmieniać w tej kwestii.
Wolę siebie z atakami euforii niż z atakami gniewu i depresji. To jest mój świadomy wybór.

Przez ostatnie lata pracy nas sobą przyświecało mi (i przyświeca nadal) motto:
"Twoje życie stanie się lepsze, kiedy Ty staniesz się lepszy". Często to sobie powtarzałam i wzięłam sobie do serca. Dziś wiem, na własnym przykładzie, jaka głębia ukryta została w tym jednym prostym zdaniu.

Jeśli zaczniesz poświęcać swój czas na stawanie się coraz lepszą osobą; jeśli stać Cię będzie na powiedzenie sobie samemu słów takich jak: "dam radę", "jestem silna/-y", "kocham siebie i swoje życie"; jeśli co dzień rano zamiast narzekać podziękujesz za to co masz i z uśmiechem na twarzy zaczniesz nowy dzień to dużo łatwiej będzie Ci opanować swoje emocje.



A co jeśli się poddasz..?? Co jeśli wróci depresja, ataki gniewu i autoagresja..??

Jeśli się poddasz i po pewnym czasie przestaniesz czuć wdzięczność, nie powiesz też do siebie żadnego budującego zdania tylko zamiast tych rzeczy wpakujesz się w jeszcze większe bagno - wyluzuj. Daj sobie czas i zacznij od nowa. Trzeba pamiętać że jest to proces. Może zająć miesiąc, dwa, a może zająć całe długie lata. Nie zrażaj się tym, że efekt nie będzie widoczny od razu. Ciesz się z małych postępów i za nie dziękuj każdego dnia.

Jeśli masz silną depresje i ciężko wstać Ci z łóżka a mimo to wstajesz i próbujesz "normalnie" funkcjonować - to świetnie. Oby tak dalej! Podziękuj dziś sobie bo na to zasługujesz. Bo walczysz i się nie poddajesz. Bo w głębi serca chcesz żyć. Chcesz się cieszyć. Chcesz kochać i być kochanym. Chcesz coś w życiu osiągnąć. Chcesz zapełnić tą niewyobrażalną pustkę czymś ważnym, czymś dobrym.

Próbuj każdego dnia stawiać sobie budujący cel i ciesz się z każdego małego kroku w jego stronę. To powinno dodać Ci siły. Rób tak codziennie aż stanie się to Twoim nawykiem. Pamiętaj, że to TY jesteś Panem/Panią swego losu! Wszystko zależy od Ciebie. Jeśli się nie uda - nie obwiniaj się. Nie musisz od razu umieć wszystkiego. Ja też stanęłam na nogi dopiero po kilku latach ciężkiej, mozolnej pracy nad sobą. Nie było łatwo. Nieraz upadałam nie mając siły by wstać i dalej walczyć. Rozumiem że to nie jest łatwe. Ale skoro ja dałam radę to Ty też sobie poradzisz!

***

Żeby bardziej przekonać Cię, że warto pozwól, że napiszę co się u mnie zmieniło odkąd myślę pozytywnie.

Kiedyś widziałam same ciemne strony swojego JA...
...a dziś widzę same jasne!

Kiedyś tak bardzo byłam zmęczona życiem...
...a dziś jestem pełna motywacji do działania!

Kiedyś żyłam w ciągłym stresie, bałam się własnego cienia...
... dziś jestem zrelaksowana, zmotywowana i odważna.

Kiedyś miałam niestabilny obraz siebie który zmieniał się jak pogoda (dosłownie i  w przenośni)..
...a dziś twardo stąpam po ziemi, wiem ile w życiu osiągnęłam, mam wielkie cele do których dążę i które mnie co dzień inspirują do bycia jeszcze lepszą osobą.

Co mnie martwi? ... to że nie we wszystkim jestem idealna...

Kiedyś takie zmartwienie mogło spowodować u mnie depresję...
...a dzisiaj powoduje chwilę zadumy po czym szybko przypominam sobie o tym jak daleko już zaszłam w innych dziedzinach swojego życia.

Osoby z borderline ciągle żyją w skrajnościach. Warto więc zadbać by były to bardziej skrajności budujące niż destrukcyjne.

Odpowiedz sobie na pytanie: Co ma wpływ na mój dobry nastrój? A potem podążaj za tym (o ile nie są to szkodliwe substancje ani też seks z przypadkową osobą czy inne tego typu rzeczy).
Dla ułatwienia napiszę Ci poniżej co ja odpowiedziałam na to pytanie. Może Cię to zainspiruje.

Na mój dobry nastrój wpływ mają niewątpliwie osoby jakimi się otaczam. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że charakter człowieka jest wypadkową 5-ciu osób z którymi najczęściej przebywa. Ja cenię sobie obecność męża oraz rocznego syna - inni ludzie mogliby dla mnie nie istnieć. Oczywiście nie powiem tego głośno żeby nikogo nie urazić, ale tak właśnie czuję.
Nie chodzi mi tutaj o problemy z komunikacją bo obecnie nie mam problemów z tym żeby z kimkolwiek porozmawiać, często nawet sama zagaduję do sąsiadki zza płotu. Chodzi mi raczej o strefę komfortu. Moja strefa komfortu to dom z najbliższą rodziną (mąż i syn) oraz ciekawa książka w wolnej chwili. Jeśli nie mam wolnej chwili słucham podcastów z aplikacji w telefonie. Podcasty to świetny wynalazek dla matek bo można robić kilka rzeczy naraz :) Ten kto ma roczne dziecko ten wie ile energii wymaga opieka nad nim. Mój syn od tygodnia uczy się chodzić samodzielnie i jest go wszędzie pełno. Podcasty dają mi świetną energię na cały dzień. Mogę się przy nich wyluzować i przemyśleć ważne tematy które siedzą mi ciągle gdzieś z tyłu głowy jednocześnie nie zaniedbując przy tym obowiązków rodzicielskich. Słucham ich przeważnie w czasie przygotowywania posiłków, kiedy sprzątam albo gdy idę na spacer.

Jeśli chodzi o rzeczy których NIE ROBIĘ żeby mieć dobry nastrój to wymienię dwie:
Telewizja. Telewizji nie oglądam wcale (w styczniu będę obchodzić swoją pierwszą rocznicę funkcjonowania bez TV :D ) i jest mi z tym bardzo dobrze. Zamiast tego słucham radia. Włączam radio dla przyjemności słuchania muzyki. Słucham ok 2 godzin dziennie z przerwami, bo gdy słyszę wiadomości wyciszam je a po 10min pogłaśniam jak jest już po wszystkim. Nie otaczam się informacjami ani ludźmi z problemami. Jeśli sytuacja mnie zmusi i muszę kogoś takiego słuchać np. wczoraj mojej siostry - to szybko ripostuję, zmieniając temat na coś "weselszego".

Mąż twierdzi że uciekam od negatywnych emocji a dosłownie powiedział "Unikasz ich jak ognia" i może ma w tym trochę racji, ale ja nie widzę w tym nic złego. Chcę być szczęśliwa. Zasługuję na to. Całe życie się martwiłam i męczyłam sama ze sobą. Chce z tym skończyć i cieszyć się każdą chwilą żeby nadrobić swój stracony czas. Swoje dzieciństwo pełne bólu i cierpienia, wstydu, frustracji, braku akceptacji i poczucia winy...
Dziś jestem dorosłą osobą i mogę to zrobić! Mogę czuć się zawsze dobrze sama ze sobą i w towarzystwie innych. Chcę się rozwijać i cieszyć życiem - nie mam czasu na zmartwienia. Mam zbyt wiele do zrobienia.

***

Chodzi o to by tworzyć nowe wzorce zachowań. Jesteś obecnie być może przyzwyczajony do ciągłego użalania się nad samym sobą i do roli ofiary albo jesteś agresywny w stosunku do innych co złudnie dyktuje Ci podświadomość abyś poczuł się lepiej. W ten sposób lepiej się nie poczujesz a tylko pogłębisz się w negatywnych uczuciach.
Chcę żebyś wiedział że to może się zmienić. Tylko najpierw musisz chcieć się zmienić. Od chęci zmiany wszystko się zaczyna. Potem może być nieraz ciężko bo to długotrwały proces który wymaga czasu, cierpliwości, odwagi, ciągłej pracy nad sobą oraz wiedzy na swój temat. 

Nie jest to łatwy proces ale obiecuję Ci że się opłaca.

Złota myśl na dziś:
"To, że człowiek może się zmienić... i panować nad swoim losem, jest konkluzją każdego umysłu, szeroko otwartego na potęgę słusznej myśli".

Christian d Larson


Dziękuję, że przeczytałaś/-eś tego posta do końca. Mam nadzieję, że dał Ci siłę w walce o lepsze dziś. Jeśli masz ochotę daj znać w komentarzu jak Ci idą postępy. Trzymam kciuki za każdy Twój krok naprzód. Walcz bo warto!
Pozdrawiam.



wtorek, 24 października 2017


Wielki powrót !

Już dawno tutaj nie zaglądałam a to dlatego, że w moim życiu pojawiły się pewne zmiany przez które zmieniłam swoje priorytety. Zmiany, które mam na myśli to: przeprowadzka oraz... 
...powiększenie rodziny :) 

Zanim opowiem co nieco z mojej niedalekiej przeszłości chcę się z Tobą podzielić tym, że planuję wrócić do regularnego pisania postów. Decyzję tę podjęłam całkiem przypadkowo przeglądając pewnego luźnego wieczoru - może z jakiś tydzień temu - moje zapiski motywacyjne i wszystkie cele na rok 2016, które zapisywałam starannie w specjalnym kalendarzu (kalendarz był naprawdę wyjątkowy szkoda, że przestali go produkować..;/ nosił nazwę " Kalendarz Prawa Przyciągania" ).



Odkryłam eurekę!


Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu a moje życie uległo całkowitej metamorfozie. Myślę, że po drodze doszłam do takich informacji, które są w stanie pomóc osobom cierpiącym na to zaburzenie osobowości. 
Pozwalam sobie tak myśleć bo sama przez to wszystko przechodziłam jakiś czas temu a teraz czuję się wolna (jak nigdy wcześniej!) od burzy emocjonalnej jaką kiedyś musiałam znosić każdego dnia. Dziś "ataki" gniewu pojawiają się bardzo sporadycznie i gdybym miała określić jak często powiedziałabym, że może jest to raz na kwartał. Jestem bardzo dumna z tego, że doszłam do tego etapu w swoim życiu, i że się nie poddałam kiedy było trudno i niekomfortowo żyć samej z sobą. Z ręką na sercu napiszę, że w tym momencie jestem najszczęśliwszą osobą na świecie (chociaż w totka nie wygrałam :D ) I całkiem niedawno zaczęłam na nowo czytać o borderline - może z jakiś tydzień temu wyczytałam gdzieś w necie (jak znajdę tę stronę to wkleję tutaj), że zrobiono badania na osobach: z borderline, "zdrowych" oraz u osób z depresją. Badania te obejmowały obraz mózgu u tych trzech grup ludzi. Okazało się, że osoby z borderline odróżnia od innych badanych to że ich mózg większą powierzchnią odbiera emocje (nie wiem jak inaczej mam to napisać ale myślę że się zorientujesz o co chodzi). Zatem jeśli wszystkie emocje odczuwamy silniej niż inni to dobrze byłoby to wykorzystać na naszą korzyść!


Myśli stają się rzeczami.
Każda myśl rodzi jakieś zachowanie czy emocję. Jeśli więc ciągle żyjesz negatywnymi sytuacjami i odtwarzasz je w swej głowie nie poczujesz się dobrze i prawdopodobnie w krótkim czasie nadejdzie "atak". 
U mnie atak oznaczał dwie opcje które pokrótce opiszę dla lepszego zrozumienia. A więc było to
albo:
  • depresja/ myśli samobójcze - ktoś Cię zranił (często nawet samym spojrzeniem) a Ty zamykasz się w sobie i zastanawiasz się czy jesteś potrzebny temu światu?! Czy może lepiej gdyby Cię na nim nie było..?! 
    U mnie wyglądało to tak że najpierw pojawiała się uporczywa, natrętna myśl która była ciągle przy mnie i jeśli nie zrodził się z tego dziki atak gniewu to zrodziła się totalna pustka nie do opisania w której pojawiały się myśli o samobójstwie. Ten atak trwał od kilku godzin do kilku tygodni. Często czas ataku depresji był "urozmaicany" atakami gniewu. W czasie silnego gniewu też mogła wystąpić myśl samobójcza ale nie utrzymywała się dłużej niż kilka minut. Zazwyczaj mijała jeszcze przed ustąpieniem ataku. Dodatkiem do depresji były kłopoty z dobowym rytmem snu, zaburzenia łaknienia oraz silny pociąg do różnego rodzaju używek.
albo:
  •  atak gniewu - silne uczucie gniewu na siebie i na cały świat trwające zazwyczaj od kilku minut minut do godziny. Gdy rozpoznasz atak gniewu u siebie postaraj się iść do łazienki po drodze z nikim nie rozmawiając - żeby niepotrzebnie się nie kłócić ;)
    następnie zamknij za sobą drzwi najlepiej na klucz, włącz depilator i...
    ..wydepiluj sobie nogi, pachy czy co tam chcesz :D

    Czytaj dalej bo to naprawdę działa!

    W czasie ataku gniewu mam tak, że najchętniej rzucałabym wszystkim o ściany, chwilę potem pojawia się silna potrzeba okaleczenia własnego ciała. Chodzi o to by bolało. Mam wtedy silną ochotę bić: głową, pięścią lub całym swoim ciałem o ścianę (są to pragnienia które są w moim umyśle tylko i wyłącznie w chwili ataku - na co dzień się z nimi nie utożsamiam). 
    Gdy atak pojawił się u mnie ostatnim razem jakieś dwa trzy miesiące miesiące temu (z bardzo błahego powodu ale dla mnie ważnego) weszłam szybko do łazienki, wzięłam ręcznik do ręki i zaczęłam nim uderzać o ścianę, potem rzuciłam go w kąt i nerwowo zaciskałam pięści (1 zacisk co sekundę). Rozejrzałam się dokoła, wzięłam do ręki depilator i zdepilowałam sobie..wąsa (nie lubię tego robić ale raz na dwa miesiące trzeba :P ) o dziwo bardzo mnie to uspokoiło a przy okazji wykonałam nielubianą czynność z ogromną ... przyjemnością (w czasie ataku próg bólowy jest dużo wyższy). Gniew minął tak szybko jak przyszedł a ja uśmiechnęłam się do lustra i powiedziałam do siebie
    "JESTEM SILNĄ KOBIETĄ". 
***
Takim oto sposobem upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu. Przy okazji zauważ że moja historia mogłaby nadawać się do jakiejś komedii ale na pewno nie do dramatu czy kryminału. Tobie też to radzę. Pokochaj w sobie to czego nie możesz zmienić, bo gdy tak się stanie Twoja rzeczywistość będzie zupełnie inna.
Mówiąc prościej - wszystko się zmieni! :P
Zmiany przerosną Twoje najśmielsze oczekiwania.
Będziesz nową osobą. 




Złota myśl na dziś:

"Czyste są te wszystkie emocje, które obejmują całego Ciebie i dźwigają w górę. Nieczyste są te, które ogarniają tylko jedną część Twojej duszy i w ten sposób Cię zniekształcają."

Rainer Maria Rilke




Jeśli masz ochotę podzielić się swoimi metodami na ataki to zapisz je w komentarzu.
Pozdrawiam i dziękuję że przeczytałaś/-eś to do końca :)



piątek, 19 lutego 2016

Wiara, nadzieja i miłość...

Średnio raz na kwartał wpadam na genialny pomysł zrobienia czegoś nowego w swoim życiu. Czegoś co pozwoli mi odkryć moje życiowe przeznaczenie. Te ciągłe poszukiwania są dla mnie odskocznią od "zwykłego" życia. Czuję potrzebę ciągłych zmian, ponieważ boję się być przeciętną osobą. Próbuję znaleźć coś co da mi przede wszystkim satysfakcję z życia. Staram się odnaleźć swoje przeznaczenie. Zdarza się, że popadam w skrajności. Być może jest to spowodowane tym, że brałam kiedyś narkotyki. W 2011 pierwszy raz skosztowałam tzw trawki, dokładnie rok później zaczęła się moja przygoda z twardymi narkotykami. Trwało to w sumie 3 lata. Na szczęście podjęłam pracę nad sobą i dzięki psychoterapii odeszłam od nałogu.
W międzyczasie zmieniłam również poglądy religijne chociaż byłam prawdziwą fanatyczką kościoła katolickiego. Byłam tą, która widzi źdźbło w oku bliźniego, a swojej belki nie dostrzega. Modliłam się za wszystkich grzeszników i prześladowców o ich nawrócenie. Kiedy zaczęłam ćpać coś się zmieniło. Zauważyłam, że teraz to ja potrzebuję nawrócenia. Przechodząc pewnego dnia obok księgarni coś mnie natchnęło. Weszłam do środka i zaczęłam przeglądać książki szukając takiej, która mogłaby mi pomóc. Znalazłam "Potęgę podświadomości", której autor Joseph Murphy obiecuje pomoc w nauce skutecznej modlitwy. Jako fanatyczka kościoła musiałam przeczytać tę książkę(!) Czytałam ją bardzo uważnie, powoli, ze zrozumieniem, wprowadzając w życie ćwiczenia w niej zawarte. Po przeczytaniu połowy okazało się, że faktycznie książka ta odmieniła moje życie tak jak obiecywał jej autor. Jednak odmiana ta była dla mnie prawdziwym zaskoczeniem ponieważ zamiast pogłębić swoją wiarę utraciłam ją całkowicie. Nie potrafiłam odpowiedzieć przez 2 lata po przeczytaniu niecałej książki na pytanie: w co wierzę? Dlatego przez te dwa lata uważałam się za ateistkę, chociaż nie było to do końca prawdą. Wiary nie straciłam. Po prostu weszłam na inny poziom. Doszło do mnie, że Bóg jest Energią która jest wszędzie: w każdym przedmiocie, w każdym działaniu, w każdym człowieku, i wreszcie w każdej myśli. Zrozumiałam, że w życiu kluczową rolę w każdym aspekcie odgrywa: wiara, nadzieja i miłość, tylko dziś te cnoty znaczą dla mnie coś innego niż wtedy, gdy łączyłam je z koniecznością odmawiania kościelnych modlitw, których słów często nie rozumiałam. Dziś te cnoty są dla mnie fundamentem, na którym buduję siebie na nowo.
Nie chcę tutaj nikogo nawoływać do zmiany poglądów religijnych, bo to nie o to chodzi. Opisując tą historię chcę pokazać, że nie tylko wiara chrześcijańska i jej zasady narzucane przez kościół zasługują na uznanie, lecz wszystko to co kieruje się miłością i poszanowaniem drugiej osoby. Z moich obserwacji wynika, że wiele osób przestało wierzyć. Widać to na każdym kroku. Wiele osób z mojego otoczenia chodzi do kościoła bo uważają to za obowiązek, ponieważ gdyby nie poszli do kościoła w niedzielę czy święto czekałaby ich kłótnia na tematy religijne przy niedzielnym obiedzie(!) To przykre, że niektórzy podchodzą w taki sposób do wiary. Ja w tym momencie jestem bardziej tolerancyjna na inne osoby, niż wówczas, gdy uważałam się za katoliczkę. Jedyne czego nie toleruję i to się nigdy nie zmieni to agresja. Serce mi się kroi jak widzę co się dzieje. Fale uchodźców zalewają Europę z czego większość to agresywni mężczyźni, którzy są w stanie zabić każdego kto nie wierzy w Allaha. W Polsce napływ emigrantów krajów arabskich jest wstrzymany jednak obawiam się, że sytuacja ta może ulec zmianie. Dlatego popierając Ruch Kukiza, który jest przeciwko przyjmowaniu uchodźców zachęcam do zajrzenia na stronę: dzienreferendalny.pl jednocześnie prosząc o podpisy popierające zorganizowanie referendum, tak aby to Polacy zdecydowali o tym czy są za czy przeciw przyjmowaniu uchodźców. To bardzo ważne aby zjednoczyć się w tej akcji. Nie pozwólmy aby Polska byłą niszczona a Polacy zastraszani i niewinnie zabijani.

Pomóż zorganizować referendum w tej sprawie. Razem zmusimy władzę do zmiany decyzji o przyjęciu imigrantów przez Polskę.


Liczę na Twoją pomoc w sprawie referendum. To bardzo ważne aby zapobiec agresji tej która obecnie panuje w Niemczech, Szwecji czy Anglii.


środa, 3 lutego 2016

A po nocy przychodzi dzień..

Ten blog bardzo wiele dla mnie znaczy. Jest częścią mnie samej. Opisuję w nim trudne chwile jako przeszłość, doradzam jakie podjąć działania żeby być szczęśliwym człowiekiem, prezentuję "Złotą myśl na dziś" i zachęcam do ćwiczeń rozwojowych. Pomimo doświadczenia w radzeniu sobie z trudnymi emocjami czasami zdarza mi się ulegać negatywnym emocjom i uważam to za całkiem normalne zjawisko. Nikt nie jest idealny i warto to sobie uświadomić.

Wiara w własne możliwości..

Dążąc do osiągnięcia satysfakcji z życia trzeba czasem przymrużyć oko na pewne niedoskonałości i przestać się o wszystko obwiniać. Polecam każdemu, aby unikać wytykania błędów w nadmiarze zarówno sobie jak i innym.

Autokrytyka jest częstym zjawiskiem u osób z borderline i należy z nią walczyć bo to głównie przez nią tracimy wiarę w siebie i swoje możliwości.

Ja sama nierzadko łapię się na tym, że zamiast wykonać pracę, która przybliży mnie do moich zamierzonych celów siedzę z założonymi rękoma i zaczynam negować każde swoje posunięcie tracąc przy tym wiele czasu i energii. Kiedy się orientuję, że to robię wkrada się znowu poczucie winy i zaczyna się błędne koło. Koniec z tym!

Każda zmiana w naszym życiu potrzebuje czasu i pracy, dlatego nie należy się poddawać mimo niepowodzeń w radzeniu sobie z emocjami. Uwierz w siebie! Bądź silny pomimo przeciwności losu! Uwierz w to, że z czasem będzie coraz lepiej jeżeli już teraz rozpoczniesz pracę nad sobą!

Sukcesy innych..
Wierzę w to, że każdy człowiek został stworzony po coś. Naszym zadaniem jest to odnaleźć i działać z pełną pasją. Podziwiam sukcesy innych. Czytając biografie ludzi sukcesu można dowiedzieć się, że oni też zanim osiągnęli swój cel zaliczyli masę wpadek i niepowodzeń jednak odnaleźli w sobie siłę by iść dalej mimo przeciwności, bo wierzyli że osiągną swój cel. Ci ludzie są prawdziwymi kowalami swego losu. Udowodnili, że można osiągnąć wszystko, tylko trzeba na to nieraz pracować latami. Bierzmy z nich przykład!


Wszystko idzie po naszej myśli..
Z moich obserwacji wynika, że za problemami emocjonalnymi, które wpływają na nasze decyzje i nierzadko powodują nieradzenie sobie w życiu prywatnym i/lub zawodowym kryje się niejasny obraz nas samych spowodowany wizualizacjami samych siebie w krytyczny, negatywny sposób jednocześnie oczekując pozytywnych doznań i emocji. Ten konflikt powoduje wybuch silnych emocji, które są jak samosprawdzająca się przepowiednia. Nasze wyobrażenia stają się rzeczywistością. Dlatego warto ćwiczyć pozytywne nastawienie umysłu, o którym pisałam w poprzednim poście.



Ciężka praca się opłaca..
Jeśli zatem masz zaburzenie osobowości typu borderline i w pewnym momencie stwierdzisz, że jest z Tobą wszystko ok i przestaniesz pracować nad sobą, nad swoimi emocjami, to bardzo prawdopodobne, że wrócisz do punktu wyjścia. Nie życzę tego nikomu. Jednak z własnego doświadczenia wiem, że takie zdarzenie może mieć miejsce. U mnie niekonsekwencja skończyła się powrotem myśli samobójczych, które na szczęście dosyć szybko opanowałam.

Dzięki opisywanym przeze mnie wcześniej metodom można wiele zmienić w swoim życiu na lepsze. Jednak żeby dokonać jakiejkolwiek zmiany w swoim życiu trzeba działać konsekwentnie każdego dnia. Udawało mi się przez długie tygodnie kochać siebie i swoje życie mimo wszystko. Teraz piszę bloga i cieszy mnie to że mogę się uzewnętrznić i być może pomóc choć jednej osobie cierpiącej na borderline. Pisanie bloga nie zwalnia mnie jednak z ciągłych ćwiczeń mających na celu poprawę swojego zdrowia psychicznego. Ty też się nie poddawaj i walcz o swoje szczęście konsekwentnie razem ze mną. Nie załamuj się porażkami. One również są potrzebne aby później docenić swoje osiągnięcia i mieć szacunek do samych siebie, że się nie poddaliśmy.

Każda trudna sytuacja w życiu jest w stanie zmienić nas na lepsze pod warunkiem, że podejdziemy do niej nie jak do trudności nie do przejścia tylko jak do wyzwania. Wyzwania nie tylko uczą ale również dodają motywacji i otuchy. Jeśli pomyślimy o przeszkodzie jak o wyzwaniu staniemy się silniejsi.

To wcale nie jest prostym zadaniem. Naturalnie łatwiej jest nam tłumaczyć przeszkody jako niemożliwe do pokonania bo to nie wymaga wysiłku ani pracy nad sobą. Nie jest trudno (szczególnie w Polsce) znaleźć zwolenników użalania się nad swoim losem i narzekania, że wszystko jest przeciwko nam. Ludzie Ci nie zadają sobie trudu, by rozwiązać problem, ale nie tędy droga.



Złota myśl na dziś:

"Większość ludzi, którzy nie spełniają swoich marzeń ponosi porażkę, nie przez brak możliwości a przez brak zaangażowania." - Zig Ziglar



Tobie też zdarza się upaść?
Podnosisz się za każdym razem?
Pamiętaj, że możesz wszystko, a wiara czyni prawdziwe cuda!
Uwierz w siebie i walcz o szczęście!

Pozdrowienia dla wszystkich wytrwałych :)

środa, 20 stycznia 2016

Nigdy się nie poddawaj!

Jakiś czas temu byłam przekonana o tym, że nie mam wpływu na swoje emocje. Teraz już wiem, że żyłam w błędzie.

Nie jesteś szczęśliwy? Masz problemy? Nie radzisz sobie z emocjami?
Pamiętaj - nic nie trwa wiecznie. Również zła passa. A każdy problem ma co najmniej 2 rozwiązania.

Jeśli na choć jedno pytanie odpowiedziałeś TAK powinieneś przeczytać tego posta do końca i wprowadzić w życie poniższe ćwiczenia najlepiej od razu po ich przestudiowaniu.

Zacznę od osobowości. Nie wszyscy wiedzą o tym że charakter nie jest elementem stałym w naszym życiu. Kiedyś przeczytałam, że człowiek naturalnie zmienia swój charakter okresowo co 7 lat. Dla mnie to ma sens. Inaczej podchodziłam do życia mając kolejno 7, 14, czy 21 lat.

Mając 7 lat- miałam bardziej stały charakter nie lubiłam zmian, nie miałam też swojego zdania, byłam zamknięta w sobie.
W wieku lat 14 zmiany były bardzo odczuwalne. Wejście w okres dojrzewania: z dziewczynki stawałam się kobietą. Był to okres buntu, bardzo silnych emocji, prób wyrażenia własnego zdania. Zrobiłam pierwsze kroki w dorosłe życie, wybór szkoły, zawodu, miłości mojego życia, uzależnień...
Gdy byłam 21 letnią kobietą przeżywałam wewnętrzny kryzys, był to czas ogromnych zmian. Życie jakim żyłam nie satysfakcjonowało mnie. Byłam gotowa zmienić wszystko w swoim życiu!
Obecnie jestem w połowie kolejnego etapu i już odczuwam kolejną znaczną zmianę swojego charakteru.

Fakt, że ludzki charakter się zmienia jest potwierdzeniem tego, że nic nie trwa wiecznie a wszelkie te zmiany są konieczne aby się rozwijać.

Niezależnie od Twojego wieku chcę abyś zrozumiał jak wiele zależy od Ciebie, a dokładniej od Twojego nastawienia. Chcę Ci przekazać to, że sam możesz wpłynąć na swoje życie i powinieneś to zrobić obojętnie czy masz 15, 30 czy 60 lat.

Aby wieść szczęśliwe życie musisz karmić się pozytywnym myśleniem. Obojętnie czy myślisz o przeszłości, teraźniejszości czy przyszłości. Tak naprawdę nie jest ważne o czym myślisz, lecz jakie to wywołuje w Tobie emocje. Każdy z nas ma taki ogrom myśli każdego dnia, że nie jesteśmy w stanie mieć ich pod kontrolą. Dlatego warto jest wykonać poniższe ćwiczenia, które konsekwentnie wykonywane poprawią jakość Twojego życia.

Ćwiczenie nr 1.
Odpowiedz sobie na pytania: Co sprawia mi radość? Co wyzwala uśmiech na mojej twarzy? Co powoduje moje szczęście? 
Następnie wypisz 5-10 czynności, które przychodzą Ci do głowy (np. spotkania z przyjaciółmi, oglądanie komedii, jazda na rowerze, pisanie bloga, słuchanie ulubionej muzyki, itd) 
  • Pamiętaj by odpowiedzieć sobie szczerze i jednocześnie przeanalizować czy dana czynność jest zgodna z etyką aby nie wyrządzić nikomu krzywdy. 
  • Aby pamiętać o tych czynnościach gdy dopadnie Cię chandra najlepiej powieś kartkę z wypisanymi czynnościami na widocznym miejscu abyś codziennie miał ją w zasięgu wzroku i mógł z niej skorzystać.
Ćwiczenie nr 2.
Przygotuj kolejną kartkę i wypisz na niej 5-10 rzeczy za które jesteś wdzięczny 
(np. za to że jesteś zdrowy, za to że masz dach nad głową, że masz się w co ubrać, że masz dostęp do internetu, że świeci słońce, itd). Tą kartkę miej przy swoim łóżku i czytaj codziennie dwa razy. Pierwszy raz zaraz po przebudzeniu, drugi raz przed pójściem spać.W momencie kiedy za coś dziękujesz rozsiewasz w sobie pozytywne emocje.


Kolejnym krokiem jest wprowadzenie powyższych czynności w życie tak często jak to tylko możliwe a już obowiązkowo w chwilach "kryzysu" emocjonalnego. 


Gdy zamiast użalania się nad swoim życiem zaczniesz dziękować za to co masz i robić to co wywołuje uśmiech na Twojej twarzy, zgodzisz się ze mną, że emocje można kontrolować w banalny sposób. A jest on tak oczywisty, że aż nieprawdopodobny.

TYM SPOSOBEM JEST: POZYTYWNE NASTAWIENIE KAŻDEGO DNIA.

Tak. Właśnie usiłuję Cię skłonić do zaprzestania użalania się nad sobą. To na początku nie będzie łatwe, tym bardziej jeśli podobnie jak ja większość swojego życia poświęciłeś na narzekanie i robienie z siebie ofiary. Jednak pamiętaj, że każda pozytywna myśl wpływa na nas 1000 razy bardziej niż myśl negatywna. Dlatego każdy czas poświęcony pozytywnemu myśleniu jest bardzo cenny dla zbudowania silnego charakteru, który nie poddaje się negatywnym emocjom. Ta zmiana to proces, który potrzebuje wiele czasu, (pozytywnych) myśli i prób działania.


Złota myśl na dziś:
"Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś."
-Mark Twain

Jeśli odważyłeś się podjąć próbę zmiany swojego nastawienia i chcesz się podzielić swoimi wynikami - poniżej jest na to miejsce. Czekam na Twój komentarz.
Pozdrawiam serdecznie! 

Twoje życie nie jest kwestią przypadku!

Każdy czasem miewa gorszy dzień. Osoby z zaburzeniem osobowości mają ciągle takie dni. Dzieje się tak przez kumulację złych emocji, które często są wynikiem błędnego pojmowania tego co się wokół nich dzieje.
Jakiś czas temu nie dawałam sobie z tym rady. Byłam niczym Wróżbita Maciej :D
Bez pytania wiedziałam co inni sądzą na mój temat. Oczywiście były to same negatywne rzeczy.
Mój chłopak miał mnie dosyć i chciał mnie zostawić... Mój pracodawca chciał mnie wyrzucić z pracy bo byłam bezproduktywnym pracownikiem.. Znajomi, z którymi się spotykałam nie chcieli ze mną rozmawiać.. Moja rodzina miała swoje życie i nikogo nie interesowałam..
Czy miałam rację? Wtedy nie zadawałam sobie tego pytania bo po co?! Byłam przekonana, że tylko ja mam rację, bo kto inny może wiedzieć jakie emocje są we mnie samej..

Wierzyłam że nikt mnie nie potrzebuje i nikt mnie nie lubi. Nie brałam pod uwagę innej opcji. Było to wtedy dla mnie tak oczywiste, jak to, że 2+2=4.
Na nic zdały się przekonania chłopaka że mnie kocha (uważałam że zasługuje na kogoś lepszego ode mnie).. W pracy czułam ciągły stres, że zostanę na lodzie (i szef nie przedłużył mi umowy).. Kontakty ze znajomymi i rodziną również nie były najlepsze (głównie dlatego że ich unikałam).. 
Działo się tak dlatego, że uwierzyłam w to, że jestem do niczego! Było dla mnie niemożliwym to, że można kochać, szanować, doceniać czy nawet akceptować kogoś takiego jak ja.

Odkąd pamiętam nienawidziłam samej siebie, swojego życia, swojej rodziny i przyjaciół.

Byłam dzieckiem zamkniętym w sobie. Całą swoją energię wykorzystywałam na użalanie się nad swoim życiem, którego szczerze nie znosiłam. Stało się to dla mnie nałogiem, nałogiem złych odczuć.


U osób z borderline najpierw występują emocje a później pojawiają się przyczyny. To typowy objaw. Najpierw odczuwasz lęk a później stwarzasz sytuację, w której to uczucie ma sens.

Dziś jestem kimś zupełnie innym dzięki ciągłej pracy nad sobą. Terapia otworzyła mi oczy na nowe horyzonty, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Doszło do mnie, że każda myśl rodzi odpowiednie działanie. Stąd w przypadku występowania negatywnych emocji znacznie częściej niż pozytywnych nasze postępowanie również będzie negatywne.

Pamiętaj: Twoje życie nie jest kwestią przypadku!
Wszystkie działania zaczynają się od myśli. A myśli są czymś czym można sterować. Można obrać właściwą drogę i nią się kierować. Jeśli zbłądzisz zatrzymaj się na moment by odnaleźć tę właściwą drogę, która doprowadzi Cię do szczęścia. Nie jest to prostym zadaniem szczególnie na początku drogi. W kolejny poście postaram się podać kilka ćwiczeń mających na celu zasianie w sobie pozytywnych emocji.

Złota myśl na dziś:

"W drodze do szczęścia nie napotkasz żadnych przeszkód, prócz tych które sam wzniesiesz w myślach i w wyobraźni." -Joseph Murphy
Jeśli ten wpis był dla Ciebie wartościowy proszę o komentarz. Jeśli masz jakieś pytania pisz śmiało - chętnie odpowiem :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Osobowość borderline - co to właściwie jest?

"Osobowość chwiejna emocjonalnie typu borderline (pograniczne zaburzenie osobowości, osobowość borderline, BPD) – typ osobowości charakteryzujący się wahaniami nastroju, napadami intensywnego gniewu, niestabilnym obrazem siebie, niestabilnymi i naznaczonymi silnymi emocjami związkami interpersonalnymi, silnym lękiem przed odrzuceniem i gorączkowymi wysiłkami mającymi na celu uniknięcie odrzucenia, działaniami autoagresywnymi oraz chronicznym uczuciem pustki (braku sensu w życiu).
Zapadalność na osobowość borderline wynosi około 1–2%. Zaburzenie wymaga wielokierunkowego leczenia, psychoterapii, a niekiedy też hospitalizacji."
Źródło: https://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowość_chwiejna_emocjonalnie_typu_borderline

Z definicji tej można dowidzieć się z jakim ciężarem psychicznym ma do czynienia na co dzień osoba cierpiąca na tego typu zaburzenie oraz o konieczności odbycia terapii.

Nasuwa się pytanie: czy sytuacja jest naprawdę tak beznadziejna?
Postaram się opisać swoje spostrzeżenia na temat borderline...

Dla mnie osobiście najtrudniejsze było uczucie pustki. Pustki tak silnej, że nic nie cieszyło, nic nie bolało, nic nie wzruszało, a nawet przestawałam czuć zmęczenie, głód czy pragnienie. To właśnie w tej pustce znajdywały
 miejsce myśli samobójcze..
Poza uczuciem tej strasznej pustki plątało się wiele silnych emocji, które raz budziły niewyobrażalną radość z niczego, zaś innym razem zamieniały się w rozpacz i poczucie winy za całe zło tego świata.
Poczucie braku kontroli nad tym wszystkim a także częstość występowania powyższych stanów wprawiało w poczucie bezmiernej niemocy..
Do tego wszystkiego dochodził lęk przed odrzuceniem przez najbliższych, przez znajomych, przez społeczeństwo.. Poczucie panicznego strachu, bezradności i beznadziejności.
Zadawałam sobie ból fizyczny licząc na to, że gdy będzie boleć ciało to umysł da na chwilę odpocząć. Tak tez się stało. Miałam kontrolę nad emocjami poprzez zadawanie sobie bólu fizycznego.
Jednak po niedługim czasie okazało się, że autoagresja nie była dobrym pomysłem. Uzmysłowiłam sobie, że stany emocjonalne wykańczające moją duszę zaczęły brać górę już nie tylko nad moją psychiką ale również nad moim ciałem. Rany cielesne jakie
 sobie zadawałam zaczynały mnie boleć również psychicznie. Patrząc na niedogojone rany widziałam swoje słabości co kumulowało kolejne nieprzyjemne skutki - myśli samobójcze, które zaczęły pojawiać się codziennie..


Wymagałam leczenia natychmiastowego. Tak też się stało. Poprosiłam o pomoc. Nie poddałam się.
Terapia pomogła mi poznać siebie, swoje emocje, swoje pragnienia. Dzięki pomocy psychoterapeuty, rodziny i chłopaka, który teraz jest moim mężem moje życie zmieniło się o 180 stopni. Gdybym nie odbyła terapii prawdopodobnie dziś by mnie tutaj nie było.
Odzyskałam pełną kontrolę nad życiem poznając siebie, swoje emocje, swoje pragnienia.

Złota myśl na dziś:
Nie myśl o tym czego nie chcesz. Zamień tą myśl na to czego chcesz od życia i pamiętaj, że zasługujesz na wszystko to co jest najlepsze.

Chcę żeby ten post był dla Ciebie wskazówką. Odpowiedzią na pytanie kiedy należy zasięgnąć pomocy osób trzecich. To niełatwa decyzja ale czasami konieczna żeby zacząć normalnie żyć.